Categories
wiadomości

Duch PRL-u powraca

czyli o kolejnych kłamstwach o rodzinie Branickich z Wilanowa

Wydawałoby się, ze PRL jest już historią. Jednak nienawiść do osób uznanych za „wrogów ludu” m.in. ziemian powraca. Przykładem tego jest kłamstwo wilanowskie wymierzone w rodzinę Branickich.

Wydawałoby się, ze PRL jest już historią. Jednak nienawiść do osób uznanych za „wrogów ludu” m.in. ziemian powraca. Przykładem tego jest kłamstwo wilanowskie wymierzone w rodzinę Branickich.

Właściciele Wilanowa, zasłużeni i powszechnie szanowani przed wojną, bez reszty zaangażowani w walkę z niemieckim najeźdźcą i nigdy nie kolaborujący z komunistyczną władzą stali się obiektem wyjątkowych ataków. Ojcem ich w okresie PRL u był Wojciech Fijałkowski ulubieniec ówczesnych władz , który jeszcze jako student historii sztuki został konserwatorem budowli i parków zabytkowych i w 1950 trafił do Wilanowa. W swych wydawanych bardzo ładnie i w ogromnych nakładach książkach o Wilanowie jak mógł oczerniał Branickich. W swej krytyce dawno już nieżyjącego ostatniego właściciela Wilanowa Adama Branickiego doszedł nawet do tego, iż zarzucił mu, iż poprzez darowanie Państwu Polskiemu, biblioteki wilanowskiej, 11 obrazów i 2 kompletów fajansów bełwederskich rozproszył zbiory wilanowskie/1. O działaniach pana Fijałkowskiego pisałem w różnych artykułach takich jak na przykład „Pałac Wilanowski to także gniazdo rodzinne”/2, w Przedmowie do książki Andrzeja Majdowskiego „Ze studiów nad fundacjami Potockich z Wilanowa”/3, a także mówiłem w licznych wywiadach dla prasy i radia. Pomimo to wówczas ukute nierzetelne i nieprawdziwe informacje są stale powtarzane przez kolejne władze Muzeum Pałac w Wilanowie i odnoszą spore sukcesy. Wiem, iż nawet w naszym Towarzystwie Ziemiańskim są osoby, które w nie uwierzyły. Co więcej słyszałem, że wierzą w nie nawet moi dalsi kuzyni.

Ostatnio na łamach tygodnika „Wprost” nr 19 z 14 maja 2017 roku — ukazał się artykuł pani Heleny Kowalik pod znamiennym tytułem „Braniccy kontra naród”. W oparciu o nie wymienionych z nazwiska muzealników autorka podała całą masę nieprawdziwych informacji. Oczywiście nie licząc się z etyką dziennikarską pani Helena Kowalik nie zwróciła się o weryfikację uzyskanych przez siebie danych do drugiej strony, czyli spadkobierców Branickich. Wydaje się, iż uważała, że ją jako wiceprzewodniczącą Rady Etyki Mediów dziennikarska etyka nie obowiązuje. Naturalnie redakcja tygodnika „Wprost” odmówiła publikacji naszego sprostowania twierdząc nie zgodnie z prawdą, iż składający je mecenas Andrzej Herman nie posiadał odpowiedniego do jego złożenia mojego pełnomocnictwa, zresztą załączonego do pisma. Redakcja „Wprost” nie opublikowała również, ani się nawet w żaden sposób nie odniosła do listu badającego historię Wilanowa historyka sztuki Tomasza Igrzyckiego, którego artykuł pani Heleny Kowalik bardzo oburzył.

Tę kolejną falę ataków na rodzinę Branickich łączę z powoli kończącymi się procesami o nasz bezprawnie znacjonalizowany majątek, kiedy to mimo propozycji ugody składanych przez nas kolejnym ekipom rządzącym, z drugiej strony pozostaje głuche milczenie.

Ogromnie dziękuję redakcji „Wiadomości Ziemiańskich” za zgodę na publikację naszego sprostowania i listu do redakcji „Wprost” Tomasza Igrzyckiego. O ile czytelnicy i redakcja będą zainteresowani historią Wilanowa za Branickich z radością na łamach „Wiadomości Ziemiańskich” będziemy publikować opracowania i materiały.

W imieniu Fundacji imienia Adama
i Beaty Branickich z Wilanowa
Adam Rybiński

Przypisy:

  1. Wojciech Fijałkowski, Wstęp (w) „Artystyczne zbiory Wilanowa”, Warszawa 1979, s. 21
  2. Adam Rybiński. Pałac Wilanowski to także gniazdo rodzinne, „Zdarzenia Muzealne” nr 2: 1991 s. 9-17.
  3. Adam Rybiński, Przedmowa /w/ Andrzej Majdowski, Ze studiów nad fundacjami Potockich z Wilanowa,Warszawa 1993 s. 5-14.

SPROSTOWANIA

Warszawa, 23 maja 2017 r.

Andrzej Herman – ADWOKAT
PL 02-616 Warszawa
ul. Goszczyńskiego 6/4
Pełnomocnik Adama Rybińskiego

Pan Jacek Pochłopień
Redaktor Naczelny Tygodnika WPROST
Al. Jerozolimskie 212
(Batory Office Building II)
02-486 Warszawa

Działając w imieniu Adama Rybińskiego (pełnomocnictwo i opłata w załączeniu) w trybie art. 31 a Prawa prasowego wnoszę o publikację sprostowania licznych informacji nieścisłych i nieprawdziwych zawartych w artykule Heleny Kowalik pt. „Braniccy kontra naród” zamieszczonym w nr 19/2017 tygodnika „Wprost” datowanym na 14 maja 2017 r. (wersja papierowa) i 7 maja 2017 r. (wersja internetowa).

Treść sprostowania jest następująca:

„Artykuł Heleny Kowalik pt. Braniccy kontra naród zawiera szereg nieprawdziwych i nieścisłych informacji. Już sam tytuł, jak z okresu głębokiej komuny, zawiera nieprawdę, gdyż procesy dotyczące swej rodzinnej spuścizny Rodzina Branickich prowadzi przeciwko Skarbowi Państwa i innym instytucjom uzurpującym sobie prawa własności, a nie przeciwko narodowi; Trudno zaakceptować linię obrony urzędników, jakoby pałac w Wilanowie wraz z parkiem, liczne obrazy oraz inne muzealia, książki oraz archiwa mogły stać się własnością państwa na podstawie dekretu PKWN z 6 września 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej; Także zawarte w tytule stwierdzenie, że sporne dobra – zdaniem muzealników – zostały już przed wojną przejęte za długi jest nieprawdziwe, gdyż w toku sporów sądowych nasi przeciwnicy nie podnoszą twierdzeń o rzekomej nacjonalizacji tych dóbr przed wojną, a obiektywnie rzecz biorąc Adam Branicki pozostawał ich właścicielem nie tylko w momencie wybuchu wojny ale i później.

Odnośnie zarzutów dotyczących zadłużenia Adama Branickiego należy wskazać, że jego najwyższy poziom był notowany w początku lat 30tych XX w., a nie tuż przed wojną jak głosi artykuł, zaś do wybuchu wojny została spłacona przeważająca większość długów, a proces oddłużeniowy przebiegał w sposób planowy i stabilny. W okresie okupacji spłata pozostałego zadłużenia została dokonana w sposób skuteczny, co spowodowało wykreślenie wszystkich hipotek za wyjątkiem jednej.

Owa jedyna niewykreślona hipoteka, na którą powołuje się artykuł, zabezpieczała typowy długoterminowy kredyt płatny w 106 półrocznych ratach począwszy od 1934 r. (do 1987 r.), a zobowiązanie nią zabezpieczone wygasło w związku z wejściem w życie ustawy z 12.03.1958 r. o umorzeniu niektórych długów i ciężarów. Stąd nie istnieje problem zastawu związanego z historyczną kolekcją wilanowską. Obciążenie majątku ziemskiego, jako przedsiębiorstwa rolnego, hipoteką zabezpieczającą kredyt długoterminowy w żaden sposób nie zagrażało bezpieczeństwu zbiorów wilanowskich i było normalną praktyką, zaś suma zabezpieczenia stanowiła ułamek wartości majątku Adama Branickiego. Należy pamiętać, że powstanie długów oraz tempo ich spłaty było uzależnione m.in. od wydatków, które czynił Adam Branicki na rzecz remontowania i utrzymywania w należytym stanie zabytkowych budowli Wilanowa, Natolina i Morysina oraz zbiorów wilanowskich, które były restaurowane i poszerzane przez zakupy. Każdemu chcącemu przekonać się o poziomie utrzymania przez Adama Branickiego historycznej spuścizny jego poprzedników polecam porównanie przedwojennych zdjęć pałacyku w Morysinku i współczesnych jego widoków. O tym artykuł milczy.

Nieprawdziwe jest stwierdzenie jakoby Ksawery Branicki w 1920 r. chciał sprzedać kilka bezcennych obrazów z galerii wilanowskiej. Ani on ani nikt z rodziny Branickich takich działań nie podejmował. Przedmiotowa informacja została oparta na anonimowych tekstach z 1920 r. opublikowanych w Kurierze Polskim, które wcale nie wskazują na kolekcję wilanowską, jako domniemany przedmiot sprzedaży, a zawarty w tych tekstach opis rzekomo oferowanych do zbycia obrazów wyklucza by mogły one należeć do galerii wilanowskiej.

Powtarzanie tezy o długach Adama Branickiego i negatywnym wpływie rodziny Branickich na zbiory wilanowskiej zakończyło się procesem przeciwko Pawłowi Jaskanisowi, który to proces przegrał on w I instancji (wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, sygn. akt III C 2317/05). Wyrok ten, mocą rozstrzygnięcia Sądu Apelacyjnego w Warszawie (sygn. akt VI ACa 251/11), został zmieniony przez oddalenie powództwa, przy czym nastąpiło to nie ze względu na prawdziwość głoszonych przez Pawła Jaskanisa opinii, ale z uwagi na brak legitymacji biernej pozwanego (P. Jaskanis bronił się wskazując, że wypowiadał się, jako dyrektor muzeum, a nie osoba prywatna) oraz z uwagi na konieczność zapewnienia „standardów debaty historycznej”, która nie może być ograniczana wyrokami sądowymi. Wyrok Sądu Apelacyjnego w żaden sposób nie potwierdza braku pozostawienia nawet „suchej nitki” na stanowisku spadkobierców Adama Branickiego i szkoda, że autorka zamiast liczyć strony uzasadnienia tego wyroku nie zapoznała się z treścią obu orzeczeń.

Opisane w artykule zawiadomienie o popełnieniu rzekomych przestępstw związanych z dokumentami wilanowskimi nie skończyło się sukcesem, co jest symptomatyczne, gdyż miało na celu jedynie przedłużenie toczących się postępowań o restytucję nielegalnie zabranej własności prywatnej rodziny Branickich. Postępowania o zwrot własności nadal się toczą i to z sukcesami po stronie Branickich, czego najlepszym dowodem jest m.in. ostatni prawomocny już wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 25.11.2016 r. (sygn. akt I ACa 1829/15) nakazujący Skarbowi Państwa zwrot dokumentów nielegalnie zabranych Adamowi Branickiemu z archiwum wilanowskiego.
Przywołany w artykule nieprawomocny wyrok o archiwa z 2008 r., stwierdzający przedawnienie roszczeń spadkobierców Adama Branickiego, został dawno temu uchylony, o czym autorka nawet słowem nie wspomniała. Jednocześnie nieprawdziwa jest informacja jakoby celem procesu o zwrot archiwów była wola ich przemieszczenia z obecnego miejsca przechowywania w inne miejsce. Spadkobiercy Adama Branickiego konsekwentnie deklarują wolę pozostawienia przedmiotowych archiwaliów w depozycie Archiwum Głównego Akt Dawnych.

Dziennikarka podzieliła się z czytelnikami informacją o „zagubieniu” w muzeum rękopisów iluminowanych. Jednak nie wskazała, że ich brak ustalono po kilkudziesięciu latach dopiero w związku z procesem spadkobierców Adama Branickiego o wydanie księgozbioru, choć w okresie poprzedzającym to „odkrycie” przeprowadzono w muzeum wiele kontroli, a nawet doszło – już po 1989 r. – do formalnego przekazania przedmiotowych rękopisów między Muzeum Narodowym w Warszawie a wilanowskim muzeum (mówi o tym wprost wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt I ACa 2305/15). Przywołany wyrok w sprawie rękopisów – wbrew treści artykułu — jest prawomocny od dnia 23 czerwca 2016 r. a Muzeum Narodowe w Warszawie nie tylko wykonało ten wyrok, płacąc zasądzoną kwotę z odsetkami, ale także nie złożyło skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego,

Adam Branicki był dziadkiem Adama Rybińskiego, a nie wujem, jak chce autorka artykułu.

Trudno zrozumieć, że w demokratycznym państwie prawa, rząd i jego agendy z jednej strony potrafią wydać miliony euro na zakup prywatnej kolekcji Czartoryskich oraz propagować potrzebę rewindykacji dzieł bezprawnie zrabowanych w czasie wojny, a z drugiej strony negują zasadność zwracania dzieł sztuki bezprawnie zabranych ich właścicielom na terenie własnego kraju.

Adam Rybiński”

Mam nadzieję, że zastosuje się Pan do przepisów prawa prasowego, a dziennikarkę poinstruuje, że istnieje art. 12 tej ustawy nakazujący weryfikację uzyskanych informacji z drugą stroną w celu zapewnienia standardu staranności i rzetelności publikacji. Z posiadanych informacji wynika, że Helena Kowalik nie kontaktowała się z żadnym z przedstawicieli Rodziny Branickich.

Andrzej Herman

Zał. 2

List do redakcji tygodnika „Wprost”

Szanowna Redakcjo,

Z niesmakiem czytałem artykuł Heleny Kowalik, zamieszczony w 19. numerze Państwa tygodnika, dezawuujący zasługi rodziny Branickich dla Wilanowa. Nie ma w nim żadnych informacji o finansowanych przez Branickich na terenie Wilanowa i Natolina pracach remontowych i konserwatorskich, jakich nikt wcześniej w takim wymiarze tam nie podejmował. Nie ma nic o wspaniałych zastawach stołowych i toaletowych, sprowadzonych do Wilanowa przez Ksawerego Branickiego, dzięki którym wilanowskie muzeum może się dziś pochwalić największą w Polsce kolekcją francuskich sreber empirowych. Nie wspomina się o ponad stu obrazach z kolekcji roskiej, należącej do Adama Branickiego, które wzbogaciły galerię wilanowską, a także o innych dziełach sztuki i pamiątkach historycznych, pozyskanych do Wilanowa przez ówczesnych jego właścicieli (m.in. fragmenty sarkofagu hetmana Stanisława Żółkiewskiego, kalendarz Słowakowicza z odręcznymi notatkami Sobieskiego, zakupiony w Paryżu obraz „Apoteoza Jana IIT”). Zarówno Ksawery, jak i Adam Braniccy kontynuowali, o czym w artykule się nie mówi, zapoczątkowaną przez St. Kostkę Potockiego, tradycję publicznego muzeum w pałacu wilanowskim, łożąc niemałe sumy na remonty pomieszczeń muzealnych, rozszerzanie ekspozycji stałej i konserwacje zgromadzonych tam dzieł sztuki. Z artykułu nie dowiemy się o działaniach podejmowanych przez Branickich dla ratowania artystycznych zbiorów Wilanowa w czasach obu wojen światowych i wojny polsko-bolszewickiej, o udziale Branickich w Powstaniu Warszawskim, ani o tym, że dzięki staraniom Beaty Branickiej udaremniona została, planowana przez niemieckiego okupanta, przebudowa wilanowskiego pałacu na kasyno oficerskie. Przywołana zostaje za to anonimowa notka, przypisywana Słonimskiemu, w której ktoś słyszał, że ktoś mówił jakoby Ksawery Branicki nosił się z zamiarem sprzedaży obrazów z galerii wilanowskiej. W notce wymienione są przy tym obrazy, których nigdy w Wilanowie nie było. Listę przemilczeń i przeinaczeń można by ciągnąć jeszcze długo. I ten tytuł: Braniccy kontra naród. Jak ze słusznie minionej epoki. Warto może w tym miejscu zacytować komentarz Polski Zbrojnej z kwietnia 1932 r. do wydarzenia, jakim było przekazanie przez Adama Branickiego (notabene dziadka, a nie wuja Adama Rybińskiego, jak pisze pani Kowalik) w darze państwu polskiemu zbiorów wilanowskiej biblioteki: Dar Adama Branickiego należy do największych i najwspanialszych, jakie kiedykolwiek złożono na rzecz państwa i odradza dawne tradycje patriotycznej ofiarności.

Ś.p. Wojciech Fijałkowski (doktor, a nie profesor, jak jest w artykule), dyrektor wilanowskiego muzeum w latach 1954-1991, na którego powołuje się autorka, miał bez wątpienia ogromną wiedzę o Wilanowie, ale jeśli chodzi o czasy Branickich, to wiedza ta była zaskakująco skromna. W jego obszernych publikacjach rozdziały omawiające ten okres w historii pałacu wilanowskiego zajmują po kilka stron, a opisywane w nich wydarzenia interpretowane są tam zgodnie z komunistyczną propagandą, czyli zawsze na niekorzyść Branickich. Jak widać praktyka ta trwa do dziś.

Dodać należy, że przed drugą wojną światową, doceniając zasługi Branickich, Prezydent Polski prof. Ignacy Mościcki uhonorował Adama Branickiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, a po wojnie, za działalność w czasie okupacji, Prezydent prof. Lech Kaczyński Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski odznaczył pośmiertnie Adama Branickiego, a Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski Beatę Branicką.

Artykuł Heleny Kowalik stanowi rażący przykład braku obiektywizmu oraz dziennikarskiej rzetelności i wystawia nienajlepsze świadectwo jego autorce.

Z poważaniem,

Tomasz Igrzycki
historyk sztuki Warszawa

Artykuł opublikowany w 71 numerze Wiadomości Ziemiańskich (jesień 2017 r.). Zamieszczony za zgodą autorów.