


Osobną kartę w działalności dobroczynnej i społecznej Branickich z Wilanowa stanowią darowizny w naturze, którymi hojnie wspierali różne instytucje publiczne. Na ważne społecznie cele przekazywali grunty, przyrządy naukowe, zbiory biblioteczne i kolekcje muzealne. W roku 1894 właściciel Wilanowa ofiarował grunt w jednym ze swoich folwarków i znaczne fundusze dla stacji doświadczalnej zajmującej się chemicznym badaniem nawozów, pierwszej takiej pracowni na terenie Królestwa Polskiego. Jak donosiła prasa: Probiernia nawozów odda ziemianom przysługę, a ofiarodawca przyrzeka stacyi i na przyszłość zasiłek. Rok wcześniej Ksawery Branicki nieodpłatnie przekazał Kolei Konnej Wilanowskiej, która zainaugurowała swoją działalność w maju 1891 r., grunt pod budynek poczekalni na stacji w Wilanowie.

Prawdopodobnie w roku 1903, z inicjatywy ks. prałata Zygmunta Skarżyńskiego założony został cmentarz przy obecnej ul. Wałbrzyskiej, na gruncie ofiarowanym przez Ksawerego Branickiego. Dla ubogich mieszkańców Mokotowa, należących wtedy do parafii św. Aleksandra, było to duże udogodnienie, ponieważ zmuszeni byli oni wcześniej przewozić ciała zmarłych na Bródno. Z czasem na cmentarzu przy Wałbrzyskiej zaczęto chować także mieszkańców Służewa. Obecnie zarząd cmentarza należy do parafii św. Katarzyny. Po uruchomieniu kolei wilanowskiej dalszą poprawę komunikacji między Warszawą a Wilanowem przyniosło otwarcie podmiejskiej linii tramwajowej, poprowadzonej z Czerniakowa w roku 1937. Duży plac pod pętlę tramwajową ofiarował Gminie Wilanów Adam Branicki. Ponadto przekazał grunty pod szkołę, boisko i budynek Straży Pożarnej. W początkach lat 30. XX w. właściciel Wilanowa zmuszony trudną sytuacją finansową rozpoczął parcelacje swojego majątku ziemskiego, by zabezpieczyć fundusze na utrzymanie rezydencji wilanowskiej i zbiorów sztuki, wpisanych w 1927 r. do państwowego „inwentarza sztuki i kultury”. Na działki budowlane podzielone zostały m. in. majątki Wawer i Anin, należące do Klucza Zastowskiego w dobrach wilanowskich na prawym brzegu Wisły. W związku z szybkim rozwojem Anina, odwiedzanego masowo przez letników i wycieczkowiczów, Zarząd Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości podjął starania o utworzenie na terenie osiedla parku, który stałby się miejscem wypoczynku dla wszystkich spragnionych ciszy i spokoju. Starania Zarządu odniosły pewien skutek. Hrabia Branicki darował osiedlu 8 mórg lasu położonego przy ulicy Królewskiej, który wkrótce zaczęto zagospodarowywać. Niestety wybuch drugiej wojny światowej plany te udaremnił. Podczas parcelacji Wawra Adam Branicki ofiarował kilka działek ubogim uczestnikom powstań śląskich. Lasom Państwowym przekazał grunty leśne o powierzchni 311 ha. z przeznaczeniem na Park Narodowy „Darowizna”. Obszar planowanego parku nie spełniał wymogów charakteryzujących parki narodowe, przewidzianych w ustawie o ochronie przyrody z marca 1934 r. i ostatecznie powołano na tym obszarze Państwowy Rezerwat Przyrody Las Wawerski. Jest to jeden z najstarszych tego typu obiektów w Polsce. Przed drugą wojną światową powołano u nas tylko dwa parki narodowe: Białowieski i Pieniński. W czasie wojny las uległ znacznemu zniszczeniu. W peryferyjnej części rezerwatu pozostały tylko pojedyncze drzewa, w jego centralnej części wykonano zręby zupełne, cały teren poprzecinany został okopami, ziemiankami, stanowiskami artyleryjskimi. W latach 50. komunistyczne władze powołały rezerwat na nowo, pomijając dorobek w zakresie ochrony przyrody jaki miały przedwojenne elity. Zmieniono również nazwę rezerwatu. W czasach komunistycznego terroru nie mogła ona budzić skojarzeń z ostatnimi właścicielami tych magnackich latyfundiów, Branickimi. Nadano mu zatem imię Jana III Sobieskiego, choć Sobiescy nigdy nie mieli nic wspólnego z Kluczem Zastowskim. W niektórych oficjalnych dokumentach katastralnych nazwa „Darowizna” funkcjonuje jednak do dziś.

Zasłużoną instytucją, z którą rodzina Branickich współpracowała i na rzecz której przekazywała ofiary był Zakład dla Niewidomych w Laskach, założony w roku 1922 przez bł. matkę Różę Czacką (w zakonie – Matka Elżbieta), blisko związaną z Branickimi. Urodziła się ona w Białej Cerkwi, gdzie jej ojciec prowadził majątek Władysława i Marii Branickich. Jej ojcem chrzestnym był Antoni Potocki z Olszy, wuj Beaty Branickiej, a matką chrzestną – Maria z Sapiehów Branicka, żona Władysława z Białej Cerkwi, która pochowana została w krypcie wilanowskiej. W młodym wieku Róża Czacka wiele czasu spędziła w Wilanowie, którego zarządzaniem zajmował się za Aleksandry Potockiej jej ojciec Feliks. Tam też u swej kuzynki Aleksandry z Potockich Potockiej mieszkała jej babka Pelagia z Sapiehów Czacka, która miała ogromny wpływ na swoją wnuczkę. O tym jak blisko z Różą Czacką byli Braniccy najlepiej świadczy fakt, że została ona matką chrzestną Anny Branickiej – Wolskiej, a podczas okupacji Braniccy udzielili schronienia w Wilanowie drugiemu bratu Matki Czackiej – Tadeuszowi, jego żonie Helenie i córce Zofii, których Niemcy wyrzucili z ich majątku w Koniuchach. Pracy dla ociemniałych w Laskach dużą część życia poświęciła Katarzyna Branicka, córka Ksawerego Branickiego, która na potrzeby tej instytucji przekazała cały swój majątek. Prócz tego Adam Branicki oraz jego siostry, Katarzyna i Jadwiga, zgodnie z ostatnią wolą ojca, przekazali dla zakładu Matki Elżbiety dobra Wólka Grodziska pod Grodziskiem Mazowieckim.
Niemal zupełnie nieznany jest dzisiaj epizod z życia Ksawerego Branickiego związany z historią rodzimej astronomii. W roku 1887 zmarł w Płońsku Jan Walery Jędrzejewicz, lekarz, meteorolog, klimatolog, a przede wszystkim astronom – amator, który w dziewiętnastym wieku był znaczącą postacią w świecie nauki polskiej. Własnym sumptem wybudował on w Płońsku obserwatorium astronomiczne, wyposażone w specjalistyczne instrumenty optyczne i bogatą, kompletowaną przez wiele lat bibliotekę. Po śmierci astronoma jego rodzina, zmuszona trudną sytuacją finansową, zdecydowała się obserwatorium wraz z wyposażeniem sprzedać. Poszukiwania nabywcy, w które włączyła się redakcja miesięcznika Wszechświat, przez długi czas nie przynosiły rezultatu.

Dopiero w roku 1897 przyrządy od wdowy po uczonym postanowił zakupić za sumę 22 000 rubli Ksawery Branicki. Niedługo później instrumenty te, a wśród nich m. in. refraktor Steinheila, refraktor Cooke’a, zegary wahadłowe, mikrometr nitkowy Merza, mikrometr pierścieniowy, spektroskop Vogela, spektroskop Browninga i fotometr kliszowy z okularem Reinfeldera, hr. Branicki przekazał do nowo wybudowanego na terenie Szkoły Mechaniczno – Technicznej Wawelberga i Rotwanda w Warszawie obserwatorium astronomicznego, któremu nadano imię Jana Walerego Jędrzejewicza. Właściciel Wilanowa znalazł się w gronie osób zaproszonych na uroczyste otwarcie nowej placówki, co nastąpiło dnia 26 czerwca 1898 r.
Nie tylko astrologia, także inne dziedziny nauki rozwijały się w Królestwie Polskim głównie dzięki prywatnemu mecenatowi, przy braku finansowego wsparcia ze strony władz rosyjskich i wbrew prowadzonej przez zaborcę polityce rusyfikacji. Pozbawione państwowych subwencji polskie placówki naukowe, utrzymując kontakty z podobnymi instytucjami za granicą, dawały świadectwo naukowej żywotności narodu polskiej, skazanego przez zaborcę na intelektualną degradację i wynarodowienie. Nam zaledwo inny rodzaj chwały prócz nauk pozostał – mówił Jędrzej Śniadecki. Wiek XIX to czas ożywionej działalności Polaków na polu nauk przyrodniczych, w tym zwłaszcza ornitologii. Okres obejmujący lata 1840 – 1890 nazywany jest przez krajowych i zagranicznych przyrodników „złotym wiekiem ornitologii polskiej”. Po roku 1855 głównym ośrodkiem tych badań stał się warszawski Gabinet Zoologiczny, utworzony w roku 1818 przy powstałym dwa lata wcześniej Królewskim Uniwersytecie Warszawskim.

Gabinet, mieszczący się początkowo w Pałacu Kazimierzowskim, przeniesiony został w roku 1823 do nowo powstałego gmachu Wydziału Sztuk Pięknych (obecnie siedziba Wydziału Historycznego UW) i pozostawał tam nieprzerwanie do pożaru w roku 1935. Zaczątek Gabinetu Zoologicznego stanowiły zbiory Sylwiusza Münkwitza, szlachcica z Gronowic na Śląsku, zakupione od jego sukcesorów w roku 1818 przez Komisję Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego za sumę 11 000 talarów. Do roku 1862 Gabinetem kierował profesor zoologii Feliks Paweł Jarocki. Zbiory były w tym czasie porządkowane i opracowywane, a kolekcja szybko się rozrastała. W roku 1825 uznano Gabinet za całkowicie urządzony i otwarto go dla publiczności. Zawierał on wtedy ok. 25 000 okazów, w tym 1415 gatunków ptaków, 11 000 owadów i 12 000 muszli. Informacji na ich temat dostarczały dwa ogłoszone przez Jarockiego drukiem spisy zwierząt: Spis ptaków w gabinecie zoologicznym królewsko – warszawskiego uniwersytetu z roku 1819 oraz Spis zwierzokrzewów i promieniaków warszawskiego gabinetu zoologicznego wydany w roku 1859. Był też Jarocki autorem sześciotomowego podręcznika Zoologija, czyli zwierzętopismo ogólne, z którego uczyło się zoologii kilka pokoleń młodzieży. W kolejnych latach, dzięki nabytkom i darowiznom, zbiory Gabinetu nadal się powiększały. Kolekcja wzbogaciła się o słonie, żyrafy, kolibry, rajskie ptaki i europejskie motyle. W roku 1830 sprowadzone zostały z Puszczy Białowieskiej dwa okazałe żubry. W roku 1855 trafił do Gabinetu zbiór krajowych ptaków oraz zwierząt ssących. Goszczące w Warszawie wielkie menażerie Van Akena, Preuscherowej, Kreutzberga i Barnabo dostarczyły znacznej liczby zwierząt i ptaków, w tym m. in. papugi, lwa, antylopę gnu oraz dwie żyrafy. Co roku przybywało po kilkaset eksponatów nabywanych w Paryżu u znanego przyrodnika i kolekcjonera, uczestnika egzotycznych wypraw do Afryki i Azji, prowadzącego wraz z bratem, Julianem, największe w XIX w. przedsiębiorstwo handlu okazami przyrodniczymi, Edwarda Verreaux. Niestety apodyktyczny charakter Jarockiego i przewrażliwienie na punkcie należnych mu honorów sprawiały, że warszawscy zoologowie współpracy z nim nie nawiązywali. Z powodu swej izolacyjnej polityki naukowej i personalnej nie potrafił ożywić działalności powierzonej mu placówki. Nie traktował Gabinetu jako warsztatu pracy naukowej. Zdecydowaną większość zbiorów stanowiły okazy wystawowe, reprezentowane głównie przez tzw. „osobliwości” świata zwierzęcego, wobec czego Gabinet spełniać mógł jedynie funkcje dydaktyczne, jeśli nie zgoła rozrywkowe. Służył jako pomoc przy studiach zoologicznych uczniom Uniwersytetu Warszawskiego, warszawskich szkół średnich i zwiedzającej go publiczności, ale pracy naukowo – badawczej w nim nie prowadzono.

Sytuacja zmieniła się w roku 1862, kiedy po przejściu na emeryturę Feliksa Pawła Jarockiego, stanowisko kustosza i faktycznego kierownika Gabinetu otrzymał jego dotychczasowy pomocnik Władysław Taczanowski. Wybitny polski zoolog, prof. Władysław Dybowski charakteryzował jego postać w słowach: Taczanowski to […] jeden z najznakomitszych ornitologów europejskich i jeden z najpracowitszych kustoszów gabinetów zoologicznych na świecie, a obok tego gorący patriota i najuczciwszy człowiek, pełen oryginalności nieporównanej. Kolega szczery, przyjacielski, serdeczny, opowiadacz i opisywacz scen z życia i historii świetny. Dzięki takim przymiotom potrafił Taczanowski skupić wokół siebie liczne grono warszawskich i zamiejscowych zoologów, starszej i młodszej generacji, a jego pracownia stała się – jak to określił prof. Józef Nusbaum – Hilarowicz – swego rodzaju „kasynem”, gdzie wieczorami spotykali się oni celem przyjacielskiej pogawędki i wymiany myśli naukowej, gdzie referowano własne prace naukowe, dyskutowano nad tematyką i metodologią zamierzonych badań oraz omawiano osiągnięcia uczonych zagranicznych w dziedzinie nauk przyrodniczych. W tych nieformalnych spotkaniach udział brali m. in.: Antoni Waga, Antoni Wałecki, August Wrześniowski, Kazimierz Stronczyński, Jan Wańkowicz, Ludwik Hildt, Władysław Lubomirski i Jan Sztolcman. Nowy kustosz nawiązał także współpracę z podobnymi placówkami za granicą i pozostawał w serdecznych relacjach z naukowymi sławami w dziedzinie zoologii na całym świecie. W uznaniu zasług mianowany został członkiem kilku zagranicznych akademii i towarzystw naukowych, takich jak Francuskie Towarzystwo Zoologiczne z siedzibą w Paryżu, Unia Ornitologów Amerykańskich w Bostonie, Akademia Hippony w Bonne w Algierze, Towarzystwo Ornitologiczne w Berlinie oraz Towarzystwo Badaczy Przyrody przy Uniwersytecie Petersburskim. Był to okres świetności warszawskiego Gabinetu, który z prowincjonalnej instytucji dydaktyczno – rozrywkowej stał się poważną placówką naukowo – badawczą o międzynarodowej renomie, zwłaszcza w dziedzinie ornitologii. Dzięki staraniom Taczanowskiego wzrastać zaczęło zainteresowanie zbiorami kierowanej przez niego placówki i rozwojem tej instytucji w szerokich kręgach społeczeństwa. Podlegający od roku 1862 r. nowoutworzonej Szkole Głównej Gabinet nie był bogato uposażony i jego kustosz wykazać się musiał nie małą inwencją pozyskując dla muzeum kolejne okazy. Wobec braku środków na nowe zakupy, powiększał zbiory dzięki wymianie dubletów z muzeami zagranicznymi i dzięki darowiznom.

Gdy w roku 1832 Gabinet posiadał około 33 000 wystawowych okazów zwierząt, to w roku 1862 było ich już 65 690, a w roku 1883 ich liczba urosła do 114 622. W czasach Taczanowskiego bogate zbiory z krajów europejskich i egzotycznych napływać zaczęły do Gabinetu dzięki hojnemu wsparciu finansowemu dwóch jego protektorów: Konstantego i Aleksandra Branickich, ojca i wuja Ksawerego Branickiego, późniejszego właściciela Wilanowa. Braniccy byli zamiłowanymi podróżnikami i amatorami – przyrodnikami, sami zbierali liczne kolekcje przyrodnicze, nabywali zbiory obce i finansowali kosztowne wyprawy po Europie i innych częściach świata z udziałem polskich zoologów, a obfite plony tych wypraw oraz prywatne nabytki przekazywali do Gabinetu w Warszawie. Konstanty był trzecim z kolei synem senatora i wielkiego łowczego na rosyjskim dworze, generała Władysława Branickiego. Miał trzech braci: Władysława, Ksawerego i Aleksandra oraz trzy siostry: Zofię, Katarzynę i Elizę – późniejszą żonę poety Zygmunta Krasińskiego. Ogromna fortuna, którą pozostawił po sobie ojciec przypadła w spadku jego czterem synom z wydzieleniem pewnej części dla ich matki, Róży Branickiej. Dobra białocerkiewskie z przyległościami przypadły w udziale Władysławowi Branickiemu. Aleksander został właścicielem miasteczka i rezydencji Stawiszcze na Ukrainie wraz z ponad dwudziestoma majątkami i ogromnego klucza ziemskiego Tarnawa w Galicji. Ksawery Branicki podjął decyzję o opuszczeniu kraju i osiedleniu się za granicą. Przy pomocy matki, braci i podstawionych osób wyprzedawać zaczął swoją część majątku, a uzyskane kapitały lokował w zagranicznych bankach, głównie francuskich. Procenty z tych kapitałów i korzystne lokaty w akcjach różnych towarzystw handlowych stały się fundamentem jego finansowego imperium. Początkowo osiedlił się w Paryżu, gdzie kupił pałacyk z XVIII w. przy rue de Penthièvre 22. W roku 1849 nabył zamek, część miasteczka i ziemię w Montrésor w dolinie Loary, przyczyniając się do rozkwitu tej historycznej magnackiej siedziby wzniesionej w początkach XI w. Genealog i dziennikarz, Teodor Żychliński, pod koniec XIX stulecia pisał o zamku Montrésor, że powraca do dawnej świetności w ręku polskiej magnackiej rodziny, lubującej się w zabytkach sztuki i szanującej przeszłość. Wreszcie ostatni z braci, Konstanty Branicki, dziedziczył po ojcu Bohusławszczyznę oraz majątki Rokitniany, Żytniogóra, Zabołocie i Stężorzyce z przyległościami. Już jako 11 – letni chłopiec, mimo wady serca, świetnie jeździł konno i brał udział w polowaniach.

Baron de Vaux pisał o Konstantym jako wspaniałym myśliwym i strzelcu w książce „Les Tireurs Au pistolet” z 1883 roku, do której wstęp napisał Guy Maupassant. Od przyrodniego brata – Przemysława Potockiego – uczył się Konstanty tokarstwa i rysunku. Był zamiłowanym złotnikiem. Miał też talent malarski. Za swój pastelowy autoportret otrzymał medal na jednym z Salonów Paryskich. Zdolną malarką amatorką była też matka Konstantego Róża z Potockich Branicka i siostra Eliza z Branickich Krasińska. Ładnie rysowały jego siostry Katarzyna z Branickich Adamowa Potocka i Zofia z Branickich Odescalchi. Wiele portretów i rysunków ilustrujących codzienne życie Branickich i Potockich zachowało się w rodzinnych sztambuchach. Dziedziczne dobra bohusławskie Konstanty sprzedał w wyniku intrygi swojego plenipotenta. Pozostał przy nim Unin w powiecie Radomyskim i odzyskany kilka lat później klucz medwiński liczący około 6000 dziesięcin (taka miara powierzchni gruntu obowiązywała w Królestwie Polskim, 1. dziesięcina to 1,0925 hektara). Po sprzedaży Bohusławia przeniósł się z żoną, Jadwigą z Potockich, do Paryża, gdzie zamieszkali na stałe przy rue de Penthièvre 22, w domu odkupionym od Ksawerego Branickiego. Dom ten był miejscem spotkań ciekawych i wybitnych ludzi. Przez pewien czas mieszkał tam początkujący malarz Wojciech Kossak. Konstanty Branicki był przyjacielem jego ojca Juliusza. Po skończeniu służby wojskowej i zdaniu egzaminu oficerskiego – wspominał swój pobyt młody artysta – wysłał mnie mój ojciec do Paryża radząc, abym wstąpiwszy do szkoły Bonnata albo Cabanela, dalej tam się kształcił. Byłbym niewdzięczny, gdybym tutaj nie wspomniał z głęboką i szczerą wdzięcznością, jak nie znając Paryża, z którego dzieckiem wyjechałem, znalazłem w domu przyjaciela mego ojca, hr. Konstantego Branickiego na rue de Penthièvre, nie tylko gościnny polski dom, ale ojcowską niemal opiekę. Hrabia Konstanty i hr. Jadwiga z Potockich utworzyli ze swojego domu ognisko polskości, jakim już wtenczas przestał być Hotel Lambert. Nauka, literatura i sztuka polska stykały się tam z najwyższą arystokracją polską i francuską; nie było wybitnej osobistości czy to był nuncjusz papieski, czy szwedzki podróżnik Nordenskiold, który by, choć krótko bawiąc w Paryżu nie był przestąpił progów tego w najlepszym znaczeniu magnackiego domu. Hrabia Konstanty lubiał mieć swoich gości rano u siebie na herbacie. Mam w oczach tę piękną hetmańską głowę i scenę powtarzającą się każdego ranka. Ranna Poczta. Bez żadnej przesady, najmniej ze sześćdziesiąt listów polskich, piszących o wsparcie. To ostatecznie nic dziwnego, ale co podziwiałem, to to, że każdy list był odczytany od początku do końca, a potem na kopercie kolorowym ołówkiem dopisywał hr. Konstanty wysokość datku, który Auguste le maitre d’hotel, wypłacał tej rzeszy biedaków. Datki były od 5 do 25 franków. Obliczywszy przeciętnie po 10 franków, mamy już – oprócz tylu innych poważnych sum, na szkołę w Batignolles, kościół polski l’Assomption itd.,- przeszło pięćset franków dziennie samej jałmużny.

W domu przy rue de Penthièvre zamieszkał u kresu życia znękany chorobą Zygmunt Krasiński i tam zmarł w otoczeniu rodziny i przyjaciół dnia 23 lutego 1859 r. Konstanty Branicki był kolekcjonerem i znawcą dawnego malarstwa, zwłaszcza holenderskiego. Wielu zakupów dokonał w latach sześćdziesiątych XIX w na wyprzedaży zbiorów J.P.Weyera, na paryskiej aukcji zbiorów hr. Pourtales – Gorgier oraz na licytacji obrazów nieborowskich, które we Francji sprzedawał ks. Zygmunt Radziwiłł. Swe zbiory umieścił w domu przy Penthièvre. Były tam m. in. obrazy Rembrandta i Fransa Halsa, które jego syn Ksawery Branicki przewiózł później do swojego warszawskiego pałacu przy Nowym Świecie 18. Portretowali go: Thomas Couture, Friedrich von Amerling i Louis Gustaw Ricard, ale najbardziej znany dzięki licznym reprodukcjom jest jego konny wizerunek na obrazie Tadeusza Ajdukiewicza, przedstawiającym scenę polowania na bażanty i kuropatwy u hr. Potockich w okolicach Krzeszowic. Początki fascynacji Konstantego Branickiego egzotycznymi podróżami przypadają na lata jego młodości. W roku 1845 wraz z bratem Władysławem udali się oni do Arabii po pełnokrwiste konie arabskie dla swoich stadnin. Przebywali tam przez rok, zwiedzając m. in. Aleppo, Hamah i Damaszek. Stadniny Branickich należały do najlepszych na ziemiach polskich. Między rokiem 1818 a 1872 sprzedali oni lub darowali ze swoich stad 3240 ogierów i klaczy. O renomie tych zarodowych hodowli świadczyć może fakt, że to właśnie od hr. Branickich 106 koni kupił sułtan turecki Abdul Azis, i że to właśnie te konie dały początek stadu sułtańskiemu znajdującemu się pod Konstantynopolem – Stambułem. W latach 1858 i 1859 Konstanty i jego brat Ksawery brali udział w polowaniach na lwy organizowanych w Algierii przez Jules’a Gerard’a, kapitana spahisów, słynnego myśliwego współpracującego z popularnym wówczas pismem „Journal des Chasseurs”. W roku 1862 Konstanty i Ksawery byli członkami założycielami Międzynarodowego Towarzystwa Afrykanistycznego (Société Africain International), które stawiało sobie za cel poznawanie czarnego lądu, badania zoologiczne, łowiectwo i ochronę zwierząt. Konstanty został też członkiem Towarzystwa Geograficznego, do którego wprowadził m. in. zoologa prof. Antoniego Wagę i znanego podróżnika Stefana Szolc – Rogozińskiego. Coraz bardziej fascynując się przyrodą został donatorem Francuskiego Towarzystwa Zoologicznego (Société Zoologique de France). Podziwiał rozwijające się w Paryżu Muzeum Historii Naturalnej. Wkrótce nawiązał współpracę z warszawskim Gabinetem Zoologicznym i sponsorować zaczął kosztowne podróże eksploracyjne.

Wyprawy naukowe – pisał w 1916 r. Józef Nusbaum – Hilarowicz, wybitny zoolog, prof. uniwersytetu we Lwowie – szczególnie dla nas Polaków wielkie mają znaczenie. Narody wolne bogate, urządzają na wielką skalę podobne ekspedycye naukowe, związane bardzo często z ekonomicznymi stosunkami kraju, z życiem i handlem w koloniach. Toteż Anglicy, Francuzi, Niemcy, Rosyanie, Włosi, Holendrzy i inne narody kulturalne Europy niejednokrotnie przedsiębrały wyprawy, których obfite plony wzbogacały muzea i instytuty uniwersyteckie ich miast. Polacy, niestety, nie mogą liczyć na takie, na wielką skalę przedsiębrane ekspedycye naukowe; by nie dać się jednak wyprzedzić na tem polu innym narodom cywilizowanym, mogą oni urządzać mniejsze wyprawy, których koszta pokrywać musi samo społeczeństwo. Tu więc otwiera się szerokie a piękne pole obywatelskie dla możnych jednostek. Zaliczał do nich Nusbaum – Hilarowicz hrabiego Konstantego Branickiego, którego największą zasługą było to, iż miał głębokie zrozumienie dla prac zoologicznych exploracyjnych, że pojmował, jak ogromne znaczenie mają podróże i wyprawy przedsiębrane przez ludzi doskonale przygotowanych i wyspecyalizowanych, podróże do krajów dalekich, gdzie pierwotna przyroda, mało bardzo tknięta ręką ludzką lub zupełnie dziewicza, kryje w sobie nieprzebrane skarby dla zoologa.
Te podróżnicze pasje dzielił z Konstantym Branickim jego brat, Aleksander. Lata młodzieńcze spędził on w Petersburgu, gdzie obracał się w kręgach postępowej inteligencji polskiej i rosyjskiej. Utrzymywał znajomości z wieloma intelektualistami skupionymi wokół czasopisma literacko – naukowego “Biblioteka Warszawska“, tworzącymi nieformalne polskie towarzystwo naukowe. Jako samouk zdobył rozległą wiedzę w dziedzinie sztuki, malarstwa i przyrodoznawstwa. Uczucia patriotyczne wszczepiła mu matka, Róża Branicka, a rozwinęły się one później i umocniły pod wpływem częstych kontaktów z polityczną emigracją polistopadową, przez stałe obracanie się w kręgu tak nieprzeciętnych jednostek, jak szwagier Zygmunt Krasiński, Cyprian Norwid, Adam Mickiewicz, Władysław Zamoyski, Bohdan Zaleski i szerszych gronach ich przyjaciół i wielbicieli. Dziedzicząc na Ukrainie spory majątek po śmierci ojca, podjął starania o nabycie posiadłości położonej na ziemiach “rdzennej Polski”. Za namową matki w latach 1843 – 46 nabył tzw. “państwo suskie” z siedzibą na zamku w Suchej w Beskidzie Makowskim, należące wcześniej do Jana Kantego Wielopolskiego.

Dobra te zastał zaniedbane na skutek działów rodzinnych i bardzo nieudolnej administracji. Dzięki sprawnemu zarządzaniu posiadłość stała się wkrótce jedną z nowocześniejszych na terenie Galicji. Zamek w Suchej Aleksander starannie odrestaurował i wyposażył w stylowe meble, porcelanę, broń, cenną kolekcję obrazów, rzeźby i grafiki, zbiory archeologiczne i numizmatyczne. Stworzył wielką bibliotekę, która w chwili jego śmierci obejmowała kilkanaście tysięcy pozycji, w tym wiele cennych rękopisów i starodruków. Zamkową kolekcję powiększali później i sprawowali nad nią opiekę jego syn Władysław i żona, Anna z Hołyńskich. Bogate zbiory zgromadzone w Suchej Braniccy udostępniali zarówno badaczom, jak i zwiedzającym, organizowali na zamku odczyty i wystawy. Jako zamiłowany entomolog i botanik Aleksander zakładał w swoich dobrach ogrody botaniczne i ozdobne, a największy i najwspanialszy, choć tylko z roślin krajowych, urządził w Stawiszczach pod kierunkiem botanika Antoniego Andrzejewskiego. Był też pionierem fotografii na ziemiach polskich. Pierwsze zdjęcia wykonał w roku 1851, kiedy fotografia nad Wisłą była jeszcze nowinką. Jedną z jego licznych pasji stanowiła archeologia. W latach 1857 – 58 odbył pierwszą wyprawę do Egiptu i Nubii. Podróżował wówczas ze swoją żoną Anną oraz dziesięcioletnim synem Władysławem i jego guwernerem. Do kraju przywiózł sporą liczbę egipskich zabytków, wykopanych przypuszczalnie w Sakkarze. Zakupił też w Aleksandrii trzy sarkofagi z mumiami, które trafiły do Muzeum Starożytności w Wilnie, Akademii Umiejętności w Krakowie i do zbiorów na zamku w Suchej. Za popieranie powstania styczniowego i finansowanie działań powstańczych Aleksander został przez władze carskie zesłany do Saratowa, a następnie wysiedlony poza granice Rosji. Porzucił wtedy wszelką działalność polityczną i poświęcił całą energię podróżom i kolekcjonerstwu. Zainteresowania światem egzotycznych roślin i zwierząt rozwijał dzięki kontaktom z czołowymi wówczas polskimi przyrodnikami i podróżnikami.
Serię wypraw naukowych finansowanych przez hr. Branickich rozpoczyna odbyta w latach 1863 – 64 podróż obu braci z prof. Antonim Wagą do Górnego Egiptu, Nubii, Syrii, Palestyny, Ziemi Świętej oraz różnych miejscowości Turcji azjatyckiej. Gabinet Zoologiczny zyskał z niej kilkadziesiąt gatunków ptaków, zbiór minerałów, wielkiego nietoperza, ryby nilowe, pewną liczbę gadów, w tym dwa zabite przez Konstantego Branickiego krokodyle, ponadto zbiór muszli, owadów, zasuszonych roślin, a także owiniętą w płótno mumię, która należy do najlepiej zakonserwowanych w zbiorach europejskich.

August Wrześniowski, prof. zoologii, sprawujący przez kilka lat nadzór nad warszawskim Gabinetem z ramienia Senatu Szkoły Głównej, wspominał, że gdy Braniccy, szczerzy i szlachetni opiekunowie nauk, w r. 1864 – ym przysłali dla gabinetu zoologicznego piękne zbiory zgromadzone w Egipcie, Taczanowski tak był niemi uradowany i tak było mu pilno należycie je pookreślać, że pomimo długiego dnia, gdyż było to w czerwcu, wstawał przed wschodem słońca i czekał aż się należycie rozwidni, a następnie z małą przerwą na obiad pracował do samego zmierzchu. Po dwumiesięcznej pracy wszystko było w porządku, oprócz zdrowia niezmordowanego pracownika. Drugą wyprawę, znacznie lepiej zorganizowaną, odbył Konstanty Branicki w latach 1866 – 67 w towarzystwie brata Aleksandra, Władysława Taczanowskiego i Antoniego Wagi do Algierii. Wyprawa ta przyniosła dla Gabinetu znacznie większe korzyści, bo niemal kompletny zbiór ornitologiczny z tego kraju oraz bogatą kolekcję owadów, pajęczaków, gadów i ssaków. Do Warszawy powędrowały gazele, muflony, hieny, lisy i szakale, gepard oraz lew, ustrzelony przez Konstantego Branickiego, a spreparowany u braci Verreaux w Paryżu. Dla dopełnienia zbiorów afrykańskich, Aleksander Branicki w latach 1872 – 74 ponownie badał obszary Egiptu i Nubii, tym razem bez udziału brata, ale w towarzystwie lekarza i entomologa Henryka Dziedzickiego oraz strzelca – preparatora Ignacego Wysockiego. Z kolei Konstanty Branicki udał się w roku 1882 w podróż do Tunisu, mając za towarzysza słynnego badacza Chin, misjonarza francuskiego ks. Armanda Dawida – jednego z największych przyrodników francuskich XIX w. Do wzbogacenia zbiorów warszawskiego Gabinetu przyczyniły się także inne, na mniejszą skalę organizowane przez Branickich wyprawy, jak podróż z Antonim Wagą do Mentony na Riwierze i do Hiszpanii, wycieczki na Kaukaz, gdzie jako eksploratora zatrudnili Tomasza Bareja i do Jerozolimy w towarzystwie Armanda Dawida i Ignacego Wysockiego.

Równocześnie bracia wykorzystywali każdą sposobność w kraju i za granicą do zakupu zbiorów zoologicznych o dużej wartości naukowej. I tak np. Aleksander Branicki zakupił i przekazał do Gabinetu bogatą kolekcję owadów po zmarłym entomologu Maschelu oraz cenny zbiór muszli. Kiedy postępująca u Konstantego Branickiego choroba serca zaczęła uniemożliwiać mu dalsze uczestniczenie w wyczerpujących podróżach, postanowił on zlecać eksplorację fauny opłacanym przez siebie specjalistom. W roku 1866 zaangażował utalentowanego zbieracza, magistra nauk przyrodniczych Uniwersytetu Kijowskiego, Konstantego Jelskiego z obowiązkiem eksplorowania fauny Gujany francuskiej. Z Gujany Jelski nadesłał do Warszawy: ssaków gatunków 54, ptaków – 347, gadów – 110, ryb kilkadziesiąt oraz liczne bezkręgowce: pająki, owady, krocionogi, skorupiaki. W roku 1870 przebywał Jelski na Martynice gdzie zgromadził około 100 gatunków ryb morskich. Z Martyniki udał się do Peru i rozpoczął badania środkowych okolic tego kraju, na które Konstanty Branicki wyznaczył mu 6000 franków rocznie. Plon eksploracyjnej działalności Jelskiego był tak wielki i przedstawiał tak doniosłą wartość naukową że opracowywaniem zebranych przez niego zwierząt zajmowało się wielu krajowych i zagranicznych uczonych przez około pół wieku. Jelski finansowany był przez Konstantego Branickiego do roku 1874, a zgromadzony materiał odsyłał do Warszawy i do będącego własnością Branickich zamku Montrésor we Francji. W 1874 r. przyjął zaproponowaną mu posadę kustosza rządowego przy muzeum przyrodniczym w Limie, prowadzonym przez wielkiego włoskiego badacza flory i fauny, współpracującego z Polakami nie tylko w dziedzinie zoologii, Antonia Raimondiego. Na miejsce Jelskiego Konstanty Branicki wysłał w roku 1875 młodego przyrodnika, Jana Sztolcmana, współpracownika i ucznia Władysława Taczanowskiego. Prowadził on w Peru poszukiwania na takich samych warunkach, co Jelski. Początkowo pracowali oni wspólnie, jeden dla Gabinetu w Warszawie, drugi dla muzeum w Limie. Po pewnym czasie Sztolcman się usamodzielnił. Badał okolice Limy i tereny nadmorskie, później udał się w głąb lądu, przeszedł pasmo Kordylierów i dotarł do górnego dorzecza Amazonki. Po rocznym odpoczynku w Warszawie, udał się za namową Branickich na dalszą eksplorację Peru, po czym skierował się do Ekwadoru, gdzie gromadził materiały do roku 1884.

W podróży tej towarzyszył mu geolog i paleontolog, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, Józef Siemiradzki. Prace prowadzone przez Sztolcmana w Ameryce Południowej przyniosły plony bogate i ważne dla nauki. Samych tylko ptaków było ponad 200 gatunków, których nie posiadał Gabinet Zoologiczny, a wśród nich kilka okazów zupełnie nowych dla ornitologii. Prócz Afryki i Ameryki Południowej polscy przyrodnicy prowadzili także eksplorację fauny syberyjskiej. Przy wydatnej pomocy materialnej Aleksandra Branickiego pracę badawczą na terenie Azji rozwijał prof. warszawskiej Szkoły Głównej, Benedykt Dybowski, jeden z najwybitniejszych zoologów polskich. Jako bliski współpracownik Rządu Narodowego w okresie powstania styczniowego, został on w roku 1864 zesłany na Syberię. Przemierzając rozległe, dziewicze jeszcze wówczas przestrzenie azjatyckiego kontynentu, kilkukrotnie przesiedlany, badał w latach 1865 – 1877 m. in. faunę ptaków, ssaków, ryb morskich i skorupiaków. Zebrane okazy przesyłał do Warszawy. Wróciwszy z niewoli w roku 1877, wkrótce ponownie wyjechał na Kamczatkę, ale tym razem dobrowolnie jako lekarz okręgowy. Na stałe przybył do kraju w roku 1883, zaproszony przez Uniwersytet we Lwowie na katedrę zoologii. Dzięki jego badaniom Gabinet Zoologiczny zgromadził tak bogatą kolekcję fauny wschodniej Syberii, że mogła się z nią równać tylko kolekcja Muzeum Zoologicznego Akademii Nauk w Petersburgu. Z ramienia Branickich zbiory gromadzili i przesyłali do Gabinetu także Ludwik Młokosiewicz z Kaukazu i Persji oraz Michał Jankowski z okolic Władywostoku, Sidemi i wyspy Askold. Do wzbogacenia kolekcji afrykańskich ptaków przyczyniła się z kolei wyprawa syna Aleksandra Branickiego, Władysława, do Egiptu w roku 1882. Finansowy mecenat rodziny Branickich obejmował także działalność edytorską. W roku 1871 Konstanty Branicki darem 800 rubli sfinansował w części wydanie atlasu kiełży bajkalskich Benedykta Dybowskiego, a ten w dowód wdzięczności dedykował mu najpiękniejszy gatunek tego skorupiaka, nazywając go Constantia branickii. W latach 1884 – 1886 nakładem hr. Branickich Władysław Taczanowski wydał monumentalną, 3 – tomową monografię z atlasem, zawierającą 1629 stron druku i 218 rycin, pt. Ornithologie du Pérou, która szeroko rozsławiła jego nazwisko, stawiając go w rzędzie najwybitniejszych ornitologów ówczesnej Europy. Aleksander Branicki pokrył koszty kilku innych jeszcze wydawnictw przyrodniczych, m. in. w roku 1869 Flory Ukrainy Antoniego Andrzejewskiego, w roku 1872 Historii roślin Figuera w tłumaczeniu Jakuba Wagi, a w roku 1876 Zoologii obrazowej dla klas wyższych szkół średnich Maksymiliana Nowickiego.

Lata od r. 1863 do r. 1884, a więc od pierwszej wyprawy Branickich aż do śmierci Konstantego, to okres najintensywniejszego rozwoju warszawskiego Gabinetu nie tylko pod względem ilości zgromadzonych okazów, lecz i pod względem gatunków. Przyrodnicy wielu krajów przybywali do Warszawy czerpiąc z tych wyjazdów naukowe korzyści. W uznaniu zasług Konstantego Branickiego dla rozwoju nauk przyrodniczych, uczeni polscy i zagraniczni nazwali jego imieniem kilkadziesiąt nowych gatunków zwierząt. Wśród ssaków był to m. in. odkryty przez Konstantego Jelskiego podczas jego pobytu w hacjendzie Amable Maria w górzystych okolicach Peru, a opisany przez dyrektora Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie, prof. Wilhelma Carla Petersa, nieznany wcześniej nauce gryzoń wielkości bobra, Dinomys branickii. Do jego opisu utworzono nowy rodzaj i wydzielono odrębną rodzinę: pakaranowate. Było to znaczące wydarzenie, które szerokim echem odbiło się w kręgach ówczesnych zoologów. Pakarana Branickiego trafiła do warszawskiego Gabinetu Zoologicznego, ale przed wojną wypożyczona została przez Rosjan do Rostowa i nigdy stamtąd nie powróciła. Łacińską nazwę nadał jej prof. Peters, który o Konstantym Branickim mówił, że wspiera wspaniałomyślnie rozwój historyi naturalnej w swoim kraju, i udziela środki p. Jelskiemu do jego podróży, tak pomyślnych w obfite rezultaty. Odnaleziony w środkowym Peru piękny gatunek kolibra nazwany został przez Władysława Taczanowskiego Lampraster branickii. Z kolei Diva branickii to ptak z rodziny tanagridów odkryty przez Jana Sztolcmana w północnym Peru, któremu nazwę nadał Taczanowski. Steindachner z Wiednia, Günther, dyrektor British Museum w Londynie i Benedykt Dybowski nazwali na cześć Branickiego kilka gatunków ryb, skorupiaków i rodzaj jaszczurki z Peru, Branickia. Bardzo rzadkiemu mięczakowi peruwiańskiemu książę Władysław Lubomirski, znany podróżnik i zoolog, nadał nazwę Guesteria branickii. Wiele gatunków owadów i pajęczaków, odkrytych przez Oberthüra, Taczanowskiego, Keyserlinga, Cambridge’a i Radoszkowskiego to również branickii.
Zbiory gromadzone przez Jana Sztolcmana podczas jego podróży do Ekwadoru nie zostały przekazane do Gabinetu w Warszawie. Braniccy postanowili zachować je dla siebie, najpewniej nosząc się już wtedy z zamiarem powołania do życia własnego muzeum zoologicznego. Myśl taką podsunął im Władysław Taczanowski, który obawiał się, że po jego śmierci cenniejsze okazy z muzeum uniwersyteckiego, pochodzące przeważnie z darów Branickich, wywiezione zostaną przez Rosjan do Petersburga lub do Moskwy. Gdy w roku 1884 zmarł Konstanty Branicki, jego syn Ksawery, realizując wolę ojca, wynikającą z rad Taczanowskiego, przystąpił do organizowania własnego muzeum, które zdecydował się umieścić w pałacyku w ogrodach Frascati przy ul Wiejskiej w Warszawie, na tarasie dochodzącym do skarpy wiślanej (obecnie znajduje się tam Muzeum Ziemi).

Tereny te należały wówczas do jego stryjecznego brata, Władysława. Nazwę, wywodzącą się od obfitującego w zieleń włoskiego miasteczka, leżącego na skalnym urwisku nieopodal Rzymu, nadał im wcześniejszy dzierżawca, francuski restaurator Szymon Chovot, który otworzył tam restaurację i urządził ogród rozrywkowy, gdzie odbywały się publiczne zabawy. W XVIII wieku tereny te należały najpierw do króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, a następnie do jego brata, księcia podkomorzego, nazywanego ex – podkomorzym, Kazimierza Poniatowskiego. On to właśnie założył tam ogrody nazywane „Na Górze”, stanowiące ciąg zieleni wraz z sąsiednim parkiem „Na Książęcem”. Za jego czasów, w latach 1772 – 1784, na terenie ogrodów powstało kilka budowli, w tym drewniana oberża, adaptowana na dom mieszkalny księcia, Dom Imama – w postaci meczetu, zawierający kuchnię, remiza dla karet, ujeżdżalnia, belweder – w postaci okrągłej świątyni na skalnej podbudowie, Oranżeria, oraz pałac letni, będący później miejscem spotkań loży wolnomularskiej. Prócz tego pełno tam było grot, wodozbiorów, kaskad, ulic, chodników podziemnych, krzyżujących się w zygzaki. Była tam pod ziemią sala ogromna, z góry oświetlona, wsparta na kolumnach, z popiersiami rzymskich cezarów. Przed grotą była sadzawka i wyspa, a na niej pawilon chiński. W kolejnych latach ogród wraz z zabudowaniami kilkukrotnie zmieniał właściciela. Na własność Branickich przeszedł w roku 1843, zakupiony przez Różę z Potockich Branicką, matkę Konstantego i Aleksandra. W Ilustrowanym Przewodniku po Warszawie z 1893 r., pod hasłem „Pałac i ogród Frascati” zamieszczony został następujący opis: Przez niewielką, murowaną bramę wchodzi się we wspaniałą aleję, odwiecznemi klonami wysadzoną, na końcu której, na szczycie wzgórza, tarasowato na dół się spuszczającego, stoją dwa stare domki zwane „pałacykami”. Obok nich wznosi się bardzo ładny nowożytny pałac, wybudowany według planów budowniczego Leonarda Marconiego, z oszkloną z tyłu oranżerią [w rzeczywistości architektem tym był Leandro Marconi – przyp. TI].

W jednym ze starych domków, w początkach bieżącego wieku była loża masońska, której mistrzem był ks. Jabłonowski, ówczesny właściciel Frascati. Cały dom odpowiednio był do tego urządzony. Miał on jedną salę, z góry tylko oświetloną, z której schodziło się do sali niższej i piwnic na dwa piętra zbudowanych. Z tych piwnic jest do dziś dnia korytarz, na pół zasypany, zaczątek owych podziemi, które pobudował książę ex – podkomorzy. Dziś w pałacyku tym, odpowiednio przerobionym, znajdują się bardzo ładne zbiory ornitologiczne hr. Branickich, między któremi zasługuje na uwagę kolekcya kolibrów, ptaków rajskich i orłów […] W ogrodzie jest bardzo wiele roślin egzotycznych, między któremi ciekawy jest zbiór roślin iglastych. Sam park jest obszerny, starannie utrzymany i dzięki górzystemu położeniu, nader romantyczny. Sięga on bokami aż do ulicy Książęcej, tyłem do ulicy Rozbrat. Na samym dole jest sadzawka, która dodaje wiele uroku temu, istotnie pięknemu miejscu. Na sadzawce pływają różne gatunki gęsi i kaczek, hodowanych przez hr. Władysława Branickiego, miłośnika aklimatyzacyi zwierząt. Dość też często tutaj, korzystając z uczynności właściciela, odbywają się koncerty, lub zabawy na cele dobroczynne. Wieczorną, letnią porą, wśród olbrzymich drzew ogrodu, zabawy te mają wiele uroku. Na remont pałacyku i urządzenie w nim pomieszczeń muzealnych Ksawery Branicki wyasygnował w latach 1885 – 1887 około 35 000 rubli. Za datę otwarcia muzeum uznaje się rok 1887, ale przez kilka następnych lat prowadzone były jeszcze prace przy porządkowaniu zbiorów, o czym donosiła ówczesna prasa. Ze względu na szczupłość miejsca, hrabia Branicki przez pewien czas nosił się z zamiarem rozbudowy pałacyku albo wzniesienia nowej siedziby dla muzeum na zakupionej przez siebie posesji przy ul. Foksal, z planów tych jednak ostatecznie zrezygnował. Na stanowisku kustosza zatrudnił Jana Sztolcmana, któremu wypłacał miesięczne honorarium w wysokości 125 rubli. Była to pokaźna kwota zważywszy, że za 1000 rubli można było kupić w Kongresówce niewielkie gospodarstwo, a dniówka robotnika wynosiła w Warszawie około 60 kopiejek. Powierzoną mu funkcję Sztolcman pełnił przez 32 lata, do zakończenia działalności tej instytucji. Jako opiekun zbiorów raz tylko wziął udział w egzotycznej wyprawie, nad Nil Biały, zorganizowanej przez znanego podróżnika i myśliwego, hr. Józefa Potockiego. Była to co prawda wyprawa myśliwska, ale Sztolcman starał się przy okazji gromadzić różne okazy ornitologiczne do Muzeum przy Wiejskiej. Trudne do przecenienia były jego zasługi w dziedzinie organizacji łowiectwa i ochrony przyrody w Polsce.

Był założycielem i redaktorem „Łowca Polskiego”, założycielem Polskiego Towarzystwa Łowieckiego oraz wykładowcą łowiectwa w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Działał przy międzynarodowym Komitecie Ochrony Ptaków i był inicjatorem powstania Międzynarodowego Towarzystwa Ochrony Żubra. Między rokiem 1923 a 1928 wystąpił w wielu miastach Europy, propagując odbudowę populacji żubra i zbierając na ten cel fundusze. W roku 1926 wydał monografię Żubr, jego historia, obyczaje i przyszłość. Był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, honorowym członkiem Muzeum Tatrzańskiego, a od roku 1926 datuje się jego przynależność do Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Z Branickimi pozostawał w bliskich relacjach. Brał udział w organizowanych przez Ksawerego Branickiego polowaniach i rokrocznie, przez trzydzieści lat, z przerwą na czas pierwszej wojny światowej, gościł w jego majątku Montrésor w dolinie rzeki Indrois, dopływie Loary, w środkowo – zachodniej Francji. Po raz pierwszy wybrał się tam w roku 1885. Pięć lat później przesyłać stamtąd zaczął korespondencje, publikowane na łamach Łowca Polskiego. Obfitują one w anegdoty, oddają atmosferę organizowanych tam polowań i opisują różne rodzaje zwierzyny łownej spotykane we Francji. W jednej z takich korespondencji pisał: Dorocznym zwyczajem opuściłem Warszawę w drugiej połowie października, aby w towarzystwie mego chlebodawcy, Ksawerego hr. Branickiego, udać się do dóbr jego Montrésor, położonych w uroczej Tourainie (la Touraine), którą słusznie poeci i niepoeci nazywają „ogrodem Francyi”. Od lat szesnastu wycieczki te moje powtarzam, a korzyść z tego odnoszę podwójną: unikam nieznośnych szarug listopadowych i znajduję pełne pole do zadowolenia mej żyłki myśliwskiej. Sam majątek montrésorski obejmuje około 2600 hektarów (blizko 5200 mórg), a przytem hr. Branicki dzierżawi sporo działek włościańskich. Nadto gościnni sąsiedzi zapraszają nas często gęsto na swe polowania, bo wzamian i oni do Montrésoru przyjeżdżają, a polowania tutejsze słyną na całą okolicę. Czasu więc nie tracimy i chyba choroba, lub jakie święto uroczyste od polówki powstrzymać nas może.

Zamek Montrésor był wówczas miejscem tętniącym życiem, gdzie zjeżdżali się i razem spędzali czas krewni rodziny Branickich i gdzie gościli polscy naukowcy i przyrodnicy, dzielący z właścicielem jedną z jego największych pasji – ornitologię. Konstanty Potocki tak relacjonował urządzoną tam pewnego dnia eskapadę: Alo Tyszkiewicz, Pan Sztolcman, Władek Potocki i Ignaś pojechali na wycieczkę, której celem była degustacja win. Pojechali zamkowym furgonem, kierowanym przez szofera – Louis. Usiadłem obok kierowcy. Pozostała czwórka na siedzeniach z tyłu, a pomiędzy nimi był ustawiony mały stoliczek, przy którym grali w brydża lub pokera. Louis znał wszystkie bary w okolicy, jak również farmerów, którzy produkowali swoje własne wino. I tak podróżowaliśmy od miasteczka do miasteczka, próbując wino, siedząc wokół małych kamiennych stoliczków, poustawianych na uliczkach. Rozmowy toczyły się wokół zalet różnych gatunków win, cen zboża, perspektyw kolejnego sezonu łowieckiego.
Prace badawcze publikował Sztolcman w językach obcych i głównie w czasopismach zagranicznych, lepiej zatem jako uczony znany jest za granicą niż w Polsce. Pod własnym autorstwem i razem ze swoimi współpracownikami ogłosił 28 prac badawczych z dziedziny systematyki i fenologii ptaków, głównie neotropikalnych. W Polsce ceniony był jako doskonały popularyzator wiedzy przyrodniczo – łowieckiej oraz jako pisarz – podróżnik. Z dziedziny zoologii i łowiectwa napisał ponad 300 artykułów popularno – naukowych do „Wszechświata”, „Łowca Polskiego” i do innych polskich czasopism. Jego dwutomową książkę Peru. Wspomnienia z podróży rząd peruwiański wydawał kilkukrotnie w języku hiszpańskim i portugalskim. W książce Nad Nilem Niebieskim, wydanej w roku 1912, Sztolcman opisał z kolei przyrodę Sudanu na podstawie swoich przeżyć z wyprawy myśliwskiej, zorganizowanej w roku 1901 przez hr. Józefa Potockiego, który zginął później w tragicznym wypadku samochodowym w Montrésor. Treść książki wywarła duże wrażenie na samym Henryku Sienkiewiczu, który przesłał Sztolcmanowi swoją nową powieść W pustyni i w puszczy z następującą dedykacją: Panu Janowi Sztolcmanowi – gorliwy czytelnik jego znakomitych książek podróżniczych.

Oprócz Jana Sztolcmana dla Muzeum we Frascati pracowało dwóch eksploratorów, których wyprawy naukowe subsydiowane były przez Ksawerego Branickiego. Jan Kalinowski eksplorował okolice Władywostoku, Kraj Ussuryjski, Koreę, Japonię, a później Peru i Boliwię. Natomiast Tomasz Barej poświęcił się badaniu Kaukazu, Zakaukazia i Fergany (rosyjski Turkiestan). Planowano także wyprawę naukową do Algierii, ale nie doszła ona do skutku. Eksploracje te wzbogaciły Muzeum Branickich w wielką ilość rzadkich i zupełnie nieznanych okazów ornitologicznych, pozwalając równocześnie na prowadzenie wymiany dubletów z muzeami zagranicznymi, m. in. z British Museum, Narodowym Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu, Muzeum w Sydney, Muzeum Zoologicznym Waltera Rotszylda w Tring w Anglii, Smithsonian Institution w Nowym Jorku, Muzeum Hansa von Berlepscha w Kassel, którego zbiory zakupione w 1916 r. przez Senckenberg Museum we Frankfurcie, stanowiły największą kolekcję ornitologiczną na świecie. Braniccy nabywali też kolekcje od przygodnych podróżników zagranicznych, a sporo okazów wpływało w formie darowizn od osób prywatnych, przeważnie zesłańców syberyjskich lub emigrantów polskich z Ameryki Południowej i Północnej. Na zbiory gromadzone przez Branickich we Frascati złożyły się: 1. kolekcje przewiezione z Montrésor, m. in. część okazów przesyłanych z Peru przez Konstantego Jelskiego lub zakupionych za radą Władysława Taczanowskiego w Paryżu, 2. kolekcja ptaków ze wschodniego Ekwadoru, zebrana przez Jana Sztolcmana w latach 1882 – 1884, 3. kolekcje nadsyłane od 1884 r. przez Michała Jankowskiego z krain leżących w dorzeczu Amuru, z Askold, Sidemi i Władywostoku, 4. kolekcja zebrana przez Jana Kalinowskiego w Kraju Ussuryjskim, okolicach Sidemi, jeziora Chanka oraz w Korei, 5. zebrana przez tegoż eksploratora kolekcja ptaków z Boliwii i ze wschodniego i południowego Peru, 6. kolekcja ptaków z Kaukazu, z Kraju Zakaspijskiego i Fergany zebrana w ciągu 19. lat przez Tomasza Bareja, 7. kolekcja ptaków z Argentyny, zebrana przez prof. Józefa Siemiradzkiego, 8. znaczna ilość ptaków, pozyskanych poprzez wymianę dubletów z instytucjami zagranicznymi. Ponadto spadkobiercy Władysława Lubomirskiego zdeponowali w Muzeum Branickich bogatą kolekcję konchiologiczną, liczącą ponad 8000 muszli oraz księgozbiór konchiologiczny, zaś spadkobiercy Jana Wańkowicza ofiarowali znakomitą, jedną z najlepszych w Polsce, kolekcję chrząszczy. Szczególnie okazale prezentowały się zbiory ornitologiczne. W roku 1897, a więc po 10 latach istnienia Muzeum, składały się one z 3638 gatunków, podczas gdy np. Muzeum Akademii Nauk w Petersburgu po 100 latach swego istnienia posiadało ich zaledwie 3600.

Jak wynika z informacji zamieszczonej w Tygodniku Ilustrowanym z dnia 8 czerwca 1889 r., początkowo zbiory Muzeum udostępniane były jedynie przedstawicielom świata nauki za specjalna zgodą właściciela. Podobnie tygodnik Bluszcz w nr 22 z 30 maja 1889 r. donosił: Obecnie muzeum otwiera się jedynie dla ludzi uczonych, lub osób mających specyalne pozwolenie zwiedzenia go; gdy przecież całkowicie uporządkowane zostanie, otwieranem będzie w dni pewne dla ogółu publiczności. W roku 1893, cytowany już Ilustrowany Przewodnik po Warszawie, wymieniając Muzeum we Frascati wśród innych placówek muzealnych stolicy, podawał, że jest ono dostępne dla zwiedzających po uzyskaniu zgody kustosza. Część zbiorów ornitologicznych prezentowana była w maju 1908 r. poza siedzibą Muzeum, na wystawie przyrodniczej inaugurującej publiczną działalność Towarzystwa Miłośników Przyrody. Wystawa czynna była w Bagateli – posiadłości należącej wówczas do Towarzystwa Ogrodniczego Warszawskiego, od której nazwę przyjęła w roku 1870 przebiegająca obok ulica (obecnie znajdują się tam ambasady Szwecji i Wielkiej Brytanii). Na wystawie prezentowane były również zbiory geologiczne Muzeum Przemysłu i Rolnictwa oraz Muzeum Jana Gotliba Blocha, komplety tablic i przyborów naukowych Towarzystwa Urania, eksponaty dostarczone przez Polskie Towarzystwo Krajoznawcze, Towarzystwo Ogrodnicze Warszawskie, Towarzystwo Pszczelnicze i wypożyczalnię przedmiotów pedagogicznych. Było tam kilkadziesiąt sadzawek, akwariów i terrariów, a w nich rośliny wodne z ogrodu wilanowskiego, różne gatunki ryb, ptaki leśne, jaszczurki, a nawet żywy krokodyl i jaguar. Prócz tego zgromadzono kolekcje chrząszczy, motyli, zasuszonych roślin, okazy mikroskopowe. Na ścianach rozwieszone zostały tablice przyrodnicze, a zwiedzającym objaśnień udzielali słuchacze wyższych kursów naukowych. Każdego dnia w godzinach wieczornych, bez dodatkowej opłaty, znani przyrodnicy wygłaszali dla zainteresowanych odczyty popularno – naukowe, ilustrowane przezroczami. Omawiane były takie tematy, jak: kolekcjonowanie zwierząt i roślin, palmy i kaktusy, barwy u roślin, o zwierzętach krajowych, granity, wpływ przyrody na stosunki społeczne, znaczenie plantacji w miastach, fotografia na usługach nauki. Oprócz strony naukowej, wiele miejsca i pracy poświęcono ozdobie wystawy, a tu przedewszystkiem uderzają bogate i piękne dekoracje roślinne, palm, wawrzynów, kaktusów dostarczonych w przeważnej liczbie przez plantacje miejskie i ogród botaniczny – relacjonował Kurier Warszawski.

Spędzany w Bagateli czas uprzyjemniała publiczności orkiestra Henryka Opieńskiego. Wystawa miała charakter dydaktyczny. Organizując ją Towarzystwo Miłośników Przyrody stawiało sobie za cel krzewienie wiedzy przyrodniczej i rozbudzanie zamiłowania do natury. Cena biletów wstępu nie była wygórowana, wynosiła 30 kopiejek dla dorosłych i połowę tej sumy dla dzieci. Nic więc dziwnego, że wystawa przyciągała tłumy warszawiaków, a szczególnym zainteresowaniem cieszyła się wśród młodzieży szkolnej. W styczniu 1916 r. Towarzystwo Miłośników Przyrody zorganizowało wycieczkę do Muzeum Zoologicznego hr. Branickich, którą oprowadzał Jan Sztolcman.
W ogrodach Frascati oprócz Muzeum istniała też wielka ptaszarnia z okazami żywemi, o czym w marcu 1905 r. informował Goniec Wieczorny. Są tu okazy najrozmaitsze począwszy od ptactwa swojskiego, leśnego aż do egzemplarzy egzotycznych. Ptactwo buja na znacznej przestrzeni cieplarni, tworzy rodziny, zakłada gniazda i mnoży się normalnie. Na utrzymanie ptaszarni istnieje budżet specjalny z wykwalifikowaną obsługą. Ptaszarnia mieściła się najpewniej w pawilonie oranżerii przy tzw. czerwonym pałacu we Frascati należącym do Władysława Branickiego
W styczniu 1890 r. zmarł Władysław Taczanowski. Dziewięć lat później odbył się powtórny pochówek warszawskiego zoologa na cmentarzu powązkowskim opłacony przez Ksawerego Branickiego, który zakupił nowe miejsce na grób, pokrył koszty wymurowania i obłożenia grobu kamieniem oraz nagrobnego pomnika wraz z epitafium, przeznaczając na ten cel łącznie ponad 450 rubli. W 1890 r., pod dachem swego przyjaciela Władysława Branickiego, zmarł bliski współpracownik Taczanowskiego, sędziwy już wtedy Antoni Waga. Jego trumnę na cmentarzu niosła młodzież uniwersytecka.
Wypadki pierwszej wojny światowej pokazały, że obawy Władysława Taczanowskiego o integralność zbiorów Gabinetu Zoologicznego nie były bezpodstawne. Ustępując przed zbliżającymi się do Warszawy wojskami niemieckimi Rosjanie wywieźli około 200 000 okazów zwierząt z uniwersyteckiej kolekcji, w tym 112 typów opisowych ptaków. Zgodnie z zawartym w Rydze w roku 1921 traktatem pokojowym okazy te, podobnie jak i inne wywiezione z naszego kraju dobra kultury, powinny były wrócić do Polski.

Pomimo wielu starań władz II Rzeczypospolitej nigdy do tego nie doszło. Równocześnie okazało się jak szczęśliwym pomysłem było powołanie do życia prywatnego Muzeum Zoologicznego Branickich, którego bogate zbiory pozostały nienaruszone w Warszawie. Założone i finansowane przez Ksawerego Branickiego z pomocą jego stryjecznego brata Władysława Muzeum było jedną z najważniejszych i najbardziej zasłużonych dla nauki polskiej instytucji przyrodoznawczych końca XIX i początków XX w. Działające przy nim pracownie umożliwiały zdobycie wykształcenia przyrodniczego i doświadczenia badawczego wielu młodym wybitnym biologom, szykanowanym na rosyjskim Carskim Uniwersytecie Warszawskim, utworzonym na miejsce Szkoły Głównej w roku 1867. Polski Uniwersytet Warszawski reaktywowany został w roku 1915, przejmując jednocześnie kuratelę nad Gabinetem Zoologicznym. Kiedy Ksawery Branicki otwierał Muzeum we Frascati, przyświecała mu myśl, by gromadzone tam kolekcje przekazać w przyszłości narodowi. W wolnej Polsce, za namową kustosza Gabinetu Zoologicznego, Janusza Domaniewskiego, postanowił zamiar swój wcielić w życie. Już w roku 1917 podjął rozmowy z Senatem Uniwersytetu Warszawskiego, stawiając jako warunek darowizny połączenie zbiorów Muzeum we Frascati i uniwersyteckiego Gabinetu w jednej instytucji muzealnej. Umowa darowizny podpisana została dnia 24 września 1919 r. w kancelarii rejenta Wacława Paszkowskiego przez Ksawerego Branickiego oraz reprezentanta Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, dr Mariana Borowskiego. W ten sposób zbiory Muzeum Zoologicznego Branickich przeszły na własność Narodowego Muzeum Przyrodniczego, powołanego do życia w tym samym dniu na mocy rozporządzenia ministra Jana Łukasiewicza, wcześniejszego wykładowcy UW, a później rektora tej uczelni („Monitor Polski” z 1919 r., nr 224). Ponieważ nazwa nowej instytucji powodowała liczne nieporozumienia ze względu na istnienie w Warszawie miejskiego Muzeum Narodowego, zmieniono ją na Polskie Państwowe Muzeum Przyrodnicze. W roku 1928 instytucję ponownie przemianowano, tym razem na Państwowe Muzeum Zoologiczne. Zbiory przekazane państwu polskiemu przez Branickich liczyły w owym momencie około 4500 gatunków ptaków obok przedstawicieli różnych innych grup zwierzęcych w ogólnej ilości około 12000 okazów, a wśród nich 100 okazów unikatowych, reprezentowanych wyłącznie w tej kolekcji. Do Muzeum trafił też podarowany Branickim kompletny zbiór krajowych owadów tępokrywych po Janie Wańkowiczu i zdeponowana we Frascati kolekcja konchiologiczna po Władysławie Lubomirskim, którą państwu polskiemu ofiarował Stefan Lubomirski.

Dzięki połączeniu dwu tak poważnych zbiorów, jak Gabinet Zoologiczny Uniwersytetu Warszawskiego oraz Muzeum hr. Branickich, Polsk. Państw. Muzeum Przyrodnicze odrazu stanęło w szeregu pierwszorzędnych muzeów świata. Zwłaszcza dział ptaków jest w niem doskonale reprezentowany, a tak bogate przedstawicielstwo ornitofauny neotropikalnej mało które muzeum posiada. Świetnie jest też zaopatrzony dział ptaków syberyjskich, turkiestańskich i zakaspijskich – pisał w roku 1927 Edward Chwalewik. Dar Ksawerego Branickiego obejmował także bogaty, liczący 3212 tomów księgozbiór Muzeum we Frascati, który stał się zaczątkiem organizowanej przy Narodowym Muzeum Przyrodniczym biblioteki. Dla publiczności nowopowstałe Muzeum otwarte było początkowo w niedziele i czwartki od godz. 10 do 13, później zaś godziny otwarcia w czwartki przedłużono do 14. Wstęp do Muzeum był bezpłatny. Gazeta Warszawska podawała, że w roku 1925, w okresie od 1 września do 31 grudnia Muzeum zwiedziło 22 176 osób, w tym 113 wycieczek (2990 osób). Pierwszym kierownikiem Muzeum, w randze wicedyrektora, został Jan Sztolcman, który funkcję tę pełnił aż do śmierci. Na stanowisko dyrektora w styczniu 1921 r. powołano dr Antoniego Józefa Wagnera, znanego i cenionego malakologa. Ostatnie lata życia Jan Sztolcman spędził pod opieką rodziny Beaty i Adama Branickich w należącym do dóbr wilanowskich Natolinie, gdzie zmarł 29 kwietnia 1928 r. Pochowany został na cmentarzu w Wilanowie, a koszty pochówku pokrył częściowo Adam Branicki. Uroczystości pogrzebowe zgromadziły liczne rzesze osób związanych z myślistwem, przyrodą, czytelników przyrodniczo – podróżniczych książek Sztolcmana, przedstawicieli rządu, placówek naukowych, redakcji Łowca Polskiego i liczne grono parafian wilanowskich. W czerwcu tego samego roku zmarł Antoni Józef Wagner. Narodowe Muzeum Przyrodnicze mieściło się początkowo w siedzibie Gabinetu Zoologicznego w budynku wydziału Sztuk Pięknych na terenie Uniwersytetu Warszawskiego. Gabinet stał się samodzielną, niezależną od Uniwersytetu jednostką organizacyjną i otrzymał własny personel. W roku 1935 w pomieszczeniach Muzeum wybuchł pożar, który strawił znaczną cześć zbiorów. Ponieważ odbudowa zniszczonego ogniem gmachu przy pozostawieniu ocalałej części zbiorów na dotychczasowym miejscu nie była możliwa, wynajęto dla Muzeum budynek przy ul. Wilczej 64, wzniesiony pierwotnie na potrzeby szkoły. Niestety, brak odpowiednich pomieszczeń uniemożliwiał urządzenie tam wystawy. Niewielką ekspozycję, zajmującą 4 salki i 2 pokoiki otwarto dopiero po wojnie, w roku 1946.

W roku 1952 w ramach scalania i regulowania stosunków organizacyjnych instytucji poświęconych nauce Państwowe Muzeum Zoologiczne włączone zostało do nowopowstałego Instytutu Zoologicznego PAN (obecnie Muzeum i Instytut Zoologii PAN), z siedzibą w budynku Muzeum przy ul. Wilczej. Z braku miejsca zbiory muzealne przeniesione zostały w roku 1970 do magazynów w Łomnej pod Warszawą. Od roku 1960 Instytut prowadził prowizoryczną ekspozycję w salach Pałacu Kultury i Nauki, która nie mogła jednak wypełniać podstawowych funkcji muzeum przyrodniczego, to jest zabezpieczania i udostępniania zbiorów do celów naukowych. Obecnie zbiory Instytutu szacowane są na 7 000 000 okazów i stanowią bezcenną część światowego dziedzictwa przyrodniczego. Starania czynione przez rodzimych zoologów o utworzenie Muzeum Historii Naturalnej i o nowy gmach, gdzie gromadzone od dwóch stuleci kolekcje udostępnione zostałyby zwiedzającym, nie znajdują niestety zrozumienia u decydentów, mimo że podobne instytucje od lat istnieją w wielu stolicach europejskich, przyczyniając się do rozwoju nauki i pełniąc ważne funkcje edukacyjne.
Ksawery Branicki zmarł na zapalenie płuc w Montrésor dnia 18 czerwca 1926 r. i pochowany został w rodzinnej kaplicy na miejscowym cmentarzu. Po śmierci swojego mecenasa Jan Sztolcman zamieścił w Łowcu Polskim nekrolog, w którym czytamy: Ze śmiercią Xawerego Branickiego uszczupla się i tak nieliczne już grono myśliwych dawnego autoramentu w najlepszym słowa tego znaczeniu. Wszyscy bracia w św. Hubercie tracą w nim godnego kolegę – myśliwego, społeczeństwo zaś nasze – prawego i rozumnego obywatela, który fundacją Muzeum Branickich ustalił sławę imienia polskiego szeroko poza granicami Ojczyzny naszej. Córka Ksawerego Branickiego, Jadwiga Rey, w liście do swoich dzieci wspominała ojca jako sprawiedliwego człowieka, który żył prawością, bez skazy i cienia, bez łez ludzkich na sumieniu, a z wiarą żywą, głęboką, i który wiele, pełne ręce zasług i dobrych uczynków zaniósł przed tron Boży. Pisała o nim, że przez całe życie wierny był starej rodzinnej dewizie Pro Fide et Patria, a w rozmowach z wybitnymi ludźmi swojego czasu zawsze podejmował kwestię polską, z wiarą, że Jeszcze nie zginęła.
Kolejną publiczną instytucją, która wzbogaciła się za sprawą darowizny przekazanej przez hr. Branickich była Biblioteka Narodowa, powołana rozporządzeniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej dnia 24 lutego 1928 r. i urządzona w wydzierżawionej części Wyższej Szkoły Handlowej przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Dnia 15 kwietnia 1932 r., podczas prywatnej audiencji na Zamku Królewskim, Adam Branicki wręczył prezydentowi Ignacemu Mościckiemu akt darowizny, mocą którego na własność państwa przechodziły rodowe zbiory Biblioteki Wilanowskiej, gromadzone przez Stanisława i Ignacego Potockich, Stanisława Septyma Potockiego oraz Ksawerego i Adama Branickich, w tym dziedziczone po Szczukach i Kątskich, marszałku wielkim koronnym Stanisławie Lubomirskim oraz Jakubie Regulskim. Dzięki tym kolekcjom do Biblioteki Wilanowskiej weszły m. in. druki i rękopisy związane z najsłynniejszym mieszkańcem Wilanowa, Janem III Sobieskim. Dar Adama Branickiego obejmował 446 tomów rękopisów, 2242 teki grafiki (kilkanaście tysięcy rycin i litografii) – jeden z najbogatszych tego typu zbiorów na świecie, 307 tomów nut drukowanych, 131 tomów nut rękopiśmiennych, 84 dzieła w 77 tomach inkunabułów, 784 dzieła w 653 tomach druków z XVI w. oraz 24 236 dzieł w 38 169 tomach druków z XVIII – XX w.

Wśród rękopisów szczególnie cenny był, wymieniony osobno w akcie notarialnym, iluminowany Modlitewnik królowej Bony, w bogatej oprawie zdobionej filigranem i emaliowanymi herbami, który w czerwcu 1930 r. użyczony został przez Adama Branickiego na „Wystawę zabytków sztuki i kultury z epoki polskiego renesansu” zorganizowaną na Wawelu w ramach obchodów 400 – ej rocznicy urodzin Jana Kochanowskiego. Obszerny artykuł na jego temat opublikował wtedy historyk sztuki i konserwator zabytków, członek Polskiej Akademii Umiejętności, Stanisław Tomkowicz. Z Wilanowa na Zamek Królewski przekazane zostały ponadto dwa komplety porcelany belwederskiej (6 waz) i 11 obrazów, a wśród nich m. in. płótna Jordaensa, van Bloemena, Carracciego, „Portret Stanisława Kostki Potockiego” Kokulara i obraz Franciszka Żmurki „Z rozkazu Padyszacha”, nagrodzony na wystawie w Paryżu w roku 1888. Wartość darowizny szacowano na 15 milionów złotych. Kilka dni po audiencji Adam Branicki zaprosił do Wilanowa przedstawicieli prasy, by zapoznali się z ofiarowanymi zbiorami. Zorganizowana przez Polską Agencję Prasową wycieczka udała się jak nie można lepiej. Czas był prześliczny. Pachniało wiosną – relacjonował Kurier Warszawski – Gospodarze po staropolsku gościnni, oprowadzali nas, pokazując swe skarby z taką prostotą, jakby chodziło o jakieś zajmujące drobiazgi, powierzane muzeom. Owiał nas duch wielkiej Polski, dawnej kultury szlacheckiej, błysk wytworności dworów i pałaców, gdzie panował szeroki gest. Śniadanie jedliśmy na wspaniałych talerzach kolorowych, z których każdy jest zabytkiem. W doniesieniach prasowych nie szczędzono właścicielowi Wilanowa słów uznania. Kurier Warszawski pisał o darze królewskim, Światowid o darze magnackim, a Polska Zbrojna komentowała: Dar Adama hr. Branickiego należy do największych i najwspanialszych, jakie kiedykolwiek złożono na rzecz państwa i odradza dawne tradycje patrjotycznej ofiarności. P. A. Branicki, właściciel dóbr wilanowskich, nie występował nigdy na widowni społecznej, lecz w zaciszu domowem oddawał się studjom historycznym, zwłaszcza w zakresie dziejów kultury i sztuki. Oddawna nosił się z zamiarem złożenia daru na rzecz państwa, a zwłaszcza dzieł sztuki, któreby upiększyły sale Zamku. Spełniając ten zamiar, staje on w rzędzie największych ofiarodawców naszych czasów. 27 kwietnia 1932 r., na konferencji w Zamku Królewskim, w której uczestniczył m. in. dyrektor Biblioteki Narodowej, Stefan Demby, postanowiono o przekazaniu Biblioteki Wilanowskiej i zbioru sztychów jako depozyt do Biblioteki Narodowej w Warszawie. 9 czerwca 1932 r. rozpoczęto przewożenie zbiorów oraz mebli stanowiących wyposażenie sal bibliotecznych w Wilanowie, a 19 września podpisany został protokół zdawczo – odbiorczy. Uszczuplone i okaleczone w latach drugiej wojny światowej zbiory Biblioteki Wilanowskiej, którą w połowie XIX w. Aleksander Przeździecki określił jedną ze skarbnic rzeczy polskich, przechowywane są od roku 1959 w siedzibie Zbiorów Specjalnych BN, w Pałacu Rzeczypospolitej na pl. Krasińskich.
Swój prywatny księgozbiór, liczący około 830 woluminów, głównie druków z wieku XIX i początków XX z zakresu historii i literatury, Adam Branicki pozostawił w Wilanowie. We wrześniu 1950 r. książki te trafiły do Biblioteki Narodowej w Warszawie. 17 grudnia 2002 r. zostały jej ofiarowane przez spadkobierców Adama Branickiego mocą parafowanego przez obie strony aktu darowizny.Sukcesorów ostatniego właściciela Wilanowa: Annę Branicką – Wolską, Ewę Nowinę – Witkowską, Marię Irenę Rybińską – Górkę, Joannę de Virion, Andrzeja de Virion oraz Adama Rybińskiego uhonorowano w 2002 r. dyplomami Przyjacielowi i Mecenasowi Biblioteki Narodowej.

Adam Branicki na stałe przeniósł się do Wilanowa po śmierci ojca. Kilka lat wcześniej osiadł wraz żoną Beatą Potocką w majątku Roś na grodzieńszczyźnie, który odziedziczył w roku 1910 po swoim ojcu chrzestnym Stefanie Potockim. W związku z repatriacją miejscowej ludności, którą władze rosyjskie przymusowo ewakuowały przed zbliżającym się frontem w roku 1916, Braniccy rozwinęli szeroko zakrojoną działalność charytatywną. Już na dworcu zapewniano powracającym gorące posiłki i czasowe schronienie, a niektórych Adam Branicki wspomagał drewnem na odbudowę zniszczonych w latach wojny domów i ziarnem na zasiew. W pałacu w Rosi na koszt Branickich prowadzony był szpital, a po jego likwidacji przeniesiona tam została ochronka dla sierot (dla 86 dzieci), założona przez Beatę Branicką, mieszcząca się początkowo w baraku użyczonym przez miejscową cementownię. Działalność charytatywną Braniccy prowadzili także w latach drugiej wojny światowej. We wrześniu 1939 r. oddali część pomieszczeń w prywatnym skrzydle pałacu wilanowskiego na potrzeby szpitala polowego, a Beata Branicka wraz z córkami pomagały fachowemu personelowi w pielęgnacji i obsłudze rannych. Podczas okupacji Adam Branicki wspierał finansowo i materiałowo szpitale dziecięce przy ul. Kopernika, Litewskiej i Śliskiej, współpracował z PCK i z „Patronatem” (Towarzystwo Opieki nad Więźniami), pomagał Radzie Głównej Opiekuńczej, wspierał materialnie Armię Krajową i pomagał w wykupywaniu więźniów z rąk niemieckich, uczestniczył w różnych akcjach charytatywnych, mających na celu pomoc rodzinom, sierotom i wdowom po wojskowych poległych w kampanii wrześniowej, a także rodzinom jeńców wojennych i żołnierzy walczących na Zachodzie.
Jan Matejko, który w sierpniu 1893 r. udał się w celach kuracyjnych do Krzeszowic i zamieszkał w pałacu hrabiny Adamowej Potockiej, wielokrotnie miał tam okazję rozmawiać z hrabiną Anną Branicką z Wilanowa. Mówił potem o niej swojemu najbliższemu powiernikowi, Marianowi Gorzkowskiemu, jako o osobie wielkich zalet, która ma wielką miłość do kraju. Ideami narodowymi nacechowana była również działalność dobroczynna i społeczna Ksawerego Branickiego i jego syna, Adama. Rozwijana przez nich w czasach zaborów i w wolnej Polsce, w latach wojen i niemieckiej okupacji łączyła w sobie cele opiekuńcze i patriotyczne. Braniccy aktywnie wspierali instytucje niosące pomoc chorym i ubogim, stowarzyszenia stawiające za cel poprawę zdrowotności i kondycji fizycznej polskiego społeczeństwa, Kościół katolicki, będący w latach niewoli ostoją wspólnoty narodowej, wspierali polskie szkolnictwo, opłacali czesne dzieciom z ubogich rodzin i stypendia uzdolnionej młodzieży, a poprzez własną działalność i hojne darowizny na rzecz instytucji publicznych przyczynili się do rozwoju polskiej nauki i kultury. W roku 1935 prezydent prof. Ignacy Mościcki uhonorował Adama Branickiego za jego działalność pro publico bono Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, a za pomoc niesioną potrzebującym w latach okupacji i materialne wsparcie udzielane Armii Krajowej, prezydent prof. Lech Kaczyński w roku 2009 pośmiertnie odznaczył Adama Branickiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, a Beatę Branicką Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W maju 2009 r. w uznaniu zasług Adama Branickiego nazwano jego imieniem jedną z głównych ulic w Miasteczku Wilanów.

